Tekst z filmu wygenerowany przez AI
Do tego pałacu sprowadzono dyrektora jednego z najważniejszych zakładów psychiatrycznych na Śląsku. Był rok 1841. Julius von Dyhern, właściciel majątku w Miłocinie Górnym, od dłuższego czasu zmagał się z dolegliwościami, które coraz bardziej niepokoiły jego żonę Amelię. Rodzina wezwała więc dr. Morica Gustawa Martiniego, dyrektora zakładu psychiatrycznego w Lubiążu. Po kilku dniach obserwacji lekarz postawił diagnozę – rozmiękczenie mózgu z nieuleczalnym obłędem. Wkrótce Juliusz opuścił pałac już na zawsze. To jednak dopiero początek historii, w której pojawia się ksiądz Franz Gyrt, testamenty, rodzinne spory i wydarzenia, które później trafiły do gazet, wspomnień, a nawet powieści. Do losów tych bohaterów jeszcze wrócimy. Pałac na wyspie powstał pod koniec XVII wieku na miejscu starszej siedziby obronnej. Miłocim Górny był majątkiem rodu von Dyhern, z którego wywodził się Georg Abraham von Dyhern, kanclerz Śląska, starosta Księstwa Głogowskiego i twórca Dychenfurt, dzisiejszego brzegu dolnego. Pierwotnie rezydencja tworzyła założenie na planie litery U z wewnętrznym dziedzińcem. W XIX wieku dostosowano ją do nowych potrzeb właścicieli. Dawne drewniane elementy zastąpiły murowane arkady, a dziedziniec zamieniono w reprezentacyjną przestrzeń pod szklanym dachem. Do pałacu prowadziły dwa mosty. Dziś jeden z nich już nie istnieje, a drugi zawalił się w 2015 roku. Nie zachowała się również główna fasada widoczna na dawnych pocztówkach. Generalnie z roku na rok znika coraz więcej murów.

