Rajd Żółwików 2026
JAK ŻÓŁWIKI POSZŁY NA CAŁOŚĆ?
∗∗∗

∗∗∗
W niedzielę rano wydawało się, że wszystko jest już właściwie rozstrzygnięte. Za kilka godzin na rynku w Starym Sączu miały zostać wręczone nagrody. Załogi mogły więc spokojnie wypić poranną kawę, zjeść śniadanie i szykować się do finału.
Mogły…
Część Żółwików jednak nie odpuszczała. Pierwszego dnia znajdujące się na trasie Rajdu Molo Leśne w Starym Sączu zostało przez załogi pominięte z uwagi na szybko nadchodzący zmierzch. Za Molo były punkty, a walczyć trzeba do końca! Zatem po szybkim porannym posiłku kilka ekip z czołówki ruszyło na podbój wzniesienia. Kilka poza jedną, która wtedy jeszcze nie wiedziała, ile będzie ją kosztowała ta decyzja.
———-◊———-
Dwie minuty i…
∗∗∗

∗∗∗
W środę wieczorem na Biwaku pod Ołtarzem Papieskim w Starym Sączu zaczęły pojawiać się kolejne kampery. Każda przybywająca ekipa dostawała swój unikalny numer i zajmowała miejsce w szeregu. Jeszcze wtedy niewiele wskazywało na to, że za kilkadziesiąt godzin uczestnicy będą pisać wiersze, smażyć naleśniki i robić gwiazdy w nadziei na dodatkowe punkty w rywalizacji.
Oficjalny początek miał miejsce następnego dnia w Piwnicznej Zdrój. Był burmistrz, była brama startowa Piwniczanki, flaga w szachownicę i prawdziwe odliczanie. Załogi ruszały w dwuminutowych odstępach, a jako pierwszy na trasę ruszył nestor polskiego caravaningu, Tadeusz Sakowski z żoną Halszką.
Zrobiło się naprawdę rajdowo!
———-◊———-
Patrz, słuchaj, zapamiętuj
∗∗∗

∗∗∗
Pierwszego dnia uczestnicy zapoznali się z podstawową zasadą Rajdu Żółwików: samo dotarcie do punktu nie wystarczy. Trzeba jeszcze wiedzieć, gdzie się dotarło!
Łopata Polska, zapora na Czerczu, cerkiew w Wierchomli, Muzeum Regionalne i Pijalnia Artystyczna w Piwnicznej, Park Węgielnik-Skałki, punkt widokowy Ślimak, Bobrowisko, rynek w Starym Sączu i klasztor Klarysek. W każdym miejscu należało patrzeć, czytać tablice i słuchać przewodników. Nikt przecież nie wiedział, jakie pytania zaserwuje wieczorem ten, który przez trzy dni „władał losem Żółwi” i dzierżył władzę nad punktacją, czyli Wyprawomaniak.
∗∗∗

∗∗∗
Zwiedzanie zaczęło więc przypominać intensywny kurs wiedzy o regionie. Informacje, które podczas zwykłej wycieczki mogłyby ulecieć z głowy po pięciu minutach, nagle stawały się podejrzanie istotne. Nie dość więc, że trzeba było wysilać zwoje mózgowe, żeby zapamiętać podawane ciekawostki, to jeszcze warunki terenowe nie rozpieszczały.
Temperatura dobijała do 30 stopni, żar lał się z nieba. Były podejścia, były zejścia, jednak pragnienie wiedzy i determinacja Żółwików okazały się tak wielkie, że mimo tych przeciwności wszystkie doczłapały do Artystycznej Pijalni Wód w Piwnicznej. Tam, w zdecydowanie bardziej kulturalnych warunkach, mogły wreszcie skosztować wypływającej spod ziemi wody mineralnej, podyskutować o jej smaku oraz zdegustować serwowane w miejscowej kawiarni ciasta i kawę.
∗∗∗

∗∗∗
Chwilowa regeneracja okazała się niezwykle ważna w perspektywie nadchodzących wyzwań. W drodze na punkt widokowy Ślimak Google Maps zrobił psikusa i kilka ekip poprowadził wariantem zdecydowanie zbyt ambitnym jak na możliwości ich pojazdów.
Łatwo nie było, ale Żółwiki trudno pokonać. Po chwilowych perturbacjach załogi ruszyły dalej, w kierunku Bobrowiska i Starego Sącza.
∗∗∗

∗∗∗
Na koniec zaplanowanej na ten dzień trasy zostało jeszcze Molo Leśne, tyle że zmęczone pracą słońce chciało już pójść spać. Ojciec Sebastian zgłosił gotowość dalszej eksploracji terenu, jednak jego dzieci postawiły stanowcze veto. Pozostałe ekipy najwyraźniej podzielały ich zdanie.
Molo musiało poczekać.
Żółwiki sukcesywnie wracały do bazy, ale na odpoczynek trzeba było jeszcze zasłużyć. Wyprawomaniak czekał z testem i sprawdzał, ile z całodziennego patrzenia, słuchania i czytania rzeczywiście zostało w głowach.
Dopiero wtedy pierwszy dzień można było uznać za zakończony.
A potem biwak ucichł wyjątkowo szybko. Po całym dniu w upale nikt już nie miał ochoty na długie rozmowy.
Żółwiki po prostu padły.
———-◊———-
Drugiego dnia zaczęło się kombinowanie
∗∗∗

∗∗∗
Nocny deszcz przyniósł chwilę wytchnienia. Rano było rześko i przyjemnie. Później słońce przypomniało sobie, że wciąż jest lato, a praca sama się nie wykona. Żółwiki dzielnie kontynuowały zwiedzanie, bo drugi dzień rywalizacji zapowiadał się niezwykle interesująco: Muzeum Lachów Sądeckich, Miasteczko Galicyjskie, Sądecki Park Etnograficzny, a później Nowy Sącz i jego atrakcje. Do tego niespodzianki i zadania.
W Miasteczku Galicyjskim ekipy miały znaleźć telefon. Zadanie z pozoru banalne.
Z pozoru.
Telefonu szukano wszędzie. W zakładach rzemieślniczych, u fotografa, w sklepie bławatnym, na wystawie. Jedni prowadzili poszukiwania metodycznie, inni nawoływali zgubę charakterystycznym „cip, cip, cip”. Jeszcze inni próbowali pozyskać informacje ze źródeł zbliżonych do Wyprawomaniaka. Powstał nawet sztab przy kawiarnianym stoliku.
∗∗∗

∗∗∗
Telefon ostatecznie znaleziono tam, gdzie z dzisiejszej perspektywy szuka się go chyba najrzadziej: na poczcie.
∗∗∗

∗∗∗
W Sądeckim Parku Etnograficznym Żółwiki rozglądały się za kurną chatą, podziwiając przy okazji liczbę i rozmieszczenie zgromadzonych w skansenie zabytków. Dzieci wypatrywały biegających kur, całkiem logicznie wiążąc nazwę chaty z drobiem. Jak się wkrótce okazało, nie był to jednak właściwy trop.
Z nową porcją wiedzy i całym mnóstwem wrażeń załogi ruszyły na Nowy Sącz. Najpierw abordaż zamkowej baszty z Białą Damą na pokładzie, później Rynek, przepiękny Ratusz, Muzeum Ziemi Sądeckiej, Galeria Marii Ritter i Stare Wnętrza Mieszczańskie oraz Bazylika z pamiątką spod Grunwaldu. W Informacji Turystycznej na uczestników z rajdowymi opaskami czekały specjalnie przygotowane pamiątki, a w kawiarni Amakuru ciastka.
∗∗∗

∗∗∗
I dobrze, bo pędzące Żółwiki zaczynały być już mocno głodne, a na normalny obiad zwyczajnie brakowało czasu. Kolejne punkty wygrywały z jedzeniem, więc dieta rajdowa coraz bardziej opierała się na tym, co można było złapać po drodze. Sądząc po ilości pochłanianych słodyczy, dietetyk rajdu miałby tu sporo do powiedzenia i nie byłyby to superlatywy 😉
∗∗∗

∗∗∗
Najmłodsi uczestnicy mieli po kilka lat. Dzielnie zwiedzali, słuchali i przemieszczali się między kolejnymi punktami, choć pod koniec dnia nie zawsze już o własnych siłach. Świetnym rozwiązaniem okazały się wózki, choć nie wszędzie miały prawo wstępu oraz znacznie bardziej terenowe dwunożne istoty ojcami i matkami zwane.
∗∗∗

∗∗∗
Wieczorem wróciły testy, a wraz z nimi coraz większe zainteresowanie klasyfikacją. Wyniki miały bardzo konkretną konsekwencję: następnego dnia ekipy startowały według zajmowanych miejsc.
I wtedy zaczęło się kombinowanie.
Regulamin przewidywał punkty za zadania, wiedzę i odwiedzone miejsca. Uczestnicy postanowili jednak sprawdzić, czy katalog możliwości rzeczywiście jest zamknięty.
Pojawiły się rysunki
∗∗∗
∗∗∗
Wiersze
∗∗∗

∗∗∗
Tańce
∗∗∗

∗∗∗
Gwiazdy. Naleśniki. Gofry…
∗∗∗

∗∗∗
Wyprawomaniak został poddany intensywnemu lobbingowi, a regulamin coraz bardziej twórczej interpretacji
∗∗∗

———-◊———-
Gofry, wiedźmy i pszczoły
∗∗∗
Trzeci dzień rozpoczął się pod znakiem gofrów. Sebastian, zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, serwował je wszystkim uczestnikom Rajdu, czym skutecznie wkupywał się w łaski nie tylko Wyprawomaniaka. Żółwikowe towarzystwo zajęte konsumpcją nie dopatrywało się w tym żadnych niecnych zamiarów. W końcu trudno podejrzewać ręce, które karmią 😉
∗∗∗

∗∗∗
Po śniadaniu ekipy ruszyły dalej. Najpierw do robiącej wrażenie dawnej cerkwi w Binczarowej,
∗∗∗

∗∗∗
a później do zamku Stara Baśń. I właśnie tam rajd na chwilę zmienił charakter.
Pojawiły się smoki i wiedźmy.
Jedna z nich dostała od miejscowego Kasztelana płaszcz, czapę i miotłę. Druga była samowystarczalna. Własną miotłę woziła ze sobą.
Zaiskrzyło! Pociemniało! Konfrontacja była nieunikniona.
Doszło do bitwy.
A ponieważ twórcza inicjatywa uczestników zdążyła już znaleźć swoje miejsce w rajdowej gratyfikacji, za to starcie “tytanów” również wpadły dodatkowe punkty.
∗∗∗

∗∗∗
W Muzeum Pszczelarstwa wiedźmy ustąpiły miejsca pszczołom. Była pierzga, propolis, znakowanie matek i mnóstwo niezwykle ciekawie podanej wiedzy o tym, jak wygląda życie ula i co naprawdę dzieje się w nim zimą.
Za sprawą kilkuletniej, rezolutnej Lusi pojawiła się nawet najmłodsza pszczelareczka Rajdu. Wyposażona w strój ochronny i podkurzacz ruszyła do pracy.
∗∗∗

∗∗∗
Później Żółwiki ruszyły na podbój Gorlic. W Muzeum Regionalnym PTTK podszkoliły się teoretycznie i porandkowały sobie na ławeczce z Łukasiewiczem, a na rynku z legendarną Tereską Kosibianką. Zobaczyły też miejsce, w którym w połowie XIX wieku ustawiono pierwszą na świecie uliczną latarnię naftową.
∗∗∗

∗∗∗
W końcu przyszedł czas, aby teorię zweryfikować w praktyce. Jadąc za ciosem ekipy obrały azymut na Skansen Przemysłu Naftowego „Magdalena”, gdzie jeszcze stosunkowo niedawno wydobywano ropę naftową.
∗∗∗

∗∗∗
Wieczorem Żółwiki wróciły na Biwak z kolejną porcją wiedzy i świadomością, że należało ją dobrze zapamiętać.
Wyprawomaniak jak zwykle czekał z pytaniami.
Oczywiście…
———-◊———-
Punkty można zdobywać do końca
∗∗∗

∗∗∗
W niedzielę rano klasyfikacja była już niemal zamknięta. Teoretycznie można było spokojnie szykować się do finału.
Tyle że Żółwiki zdążyły się już porządnie wkręcić w rywalizację. Ekipy myślały, liczyły, debatowały… W końcu ktoś przypomniał sobie o Molo Leśnym, którego pierwszego dnia nie udało się odwiedzić. Skoro nadal można było zdobyć za nie punkty, część załóg uznała, że czas najwyższy się ruszyć.
Sprawdzono wyposażenie, odpalono auta i obrano cel. Najpierw parking w Starym Sączu, a potem już na własnych nogach, ostro pod górę.
Bardziej wyluzowana część rajdowego towarzystwa odpuściła sobie niedzielną wspinaczkę i ruszyła prosto na rynek, gdzie trwał XVII Starosądecki Jarmark Rzemiosła. To właśnie na jarmarkowej scenie miał się zakończyć pierwszy Rajd Żółwików.
∗∗∗

∗∗∗
Zanim przyszła pora na wyniki, był czas na rozmowę. Co się sprawdziło, czego było za dużo, co warto zmienić i jak powinny wyglądać kolejne edycje. Po trzech intensywnych dniach uczestnicy mieli już własne zdanie i nie brakowało im argumentów.
Potem zaczęło się rozdanie nagród. A było o co kruszyć żółwikowe kopie. Kostkarka do lodu i odkurzacz firmy Yolco, szafki od Van der Moon, książki podróżnicze Beaty Pawlikowskiej z autografem oraz koszulki z Siema Shopu sygnowane przez Jurka Owsiaka.
∗∗∗

∗∗∗
Na scenę wychodziły kolejno wszystkie ekipy, od ostatniego miejsca aż po podium. Były brawa, nagrody, żarty i coraz większe emocje. Dopiero teraz miało się okazać, co przyniosła walka o punkty prowadzona niemal do ostatniej chwili.
I wtedy wróciło Molo Leśne.
Ekipa Pauliny, Lusi i Hamzy zajęła drugie miejsce. Do pierwszego zabrakło właśnie punktów, po które część Żółwików ruszyła tego ranka.
Wyprawomaniak oczywiście musiał ustalić sprawcę tego niedopatrzenia. Paulina nie potrzebowała nawet sekundy na wskazanie winnego:
– Mój mąż! Mąż mój nie chciał iść!
I tak Molo Leśne, odpuszczone pierwszego dnia z braku czasu, a w niedzielę z braku entuzjazmu jednego członka załogi, ostatecznie rozstrzygnęło walkę o pierwsze miejsce.
∗∗∗

∗∗∗
Po wręczeniu ostatnich nagród pierwszy Rajd Żółwików dobiegł końca. Kampery zaczęły znikać ze Starego Sącza, a uczestnicy ruszyli w drogę do domów. Zmęczeni, pełni wrażeń i już deklarujący, że na kolejną edycję wrócą.
Przez trzy dni Żółwiki zwiedzały, słuchały, zapamiętywały, odpowiadały na pytania, szukały, kombinowały, tańczyły, rysowały, smażyły i walczyły o punkty do ostatniego poranka.
Wygląda więc na to, że wrócą.
Tylko następnym razem dobrze byłoby jeszcze znaleźć czas na obiad 😉
Tylko następnym razem dobrze byłoby jeszcze znaleźć czas na obiad 😉
